Jacek Kloczkowski

Paweł Kowal

 

 

O WŁODZIMIERZU BĄCZKOWSKIM

 

Teksty, do których lektury pragniemy zachęcić, powstawały w czasach dalece odmiennych od współczesności. Czasach bez internetu, zamieszczanych w największych sieciach telewizyjnych błyskawicznych relacji z wydarzeń międzynarodowych. Inny od dzisiejszego był styl dyskusji o stosunkach międzynarodowych, inna metoda ich badań, inne sposoby pisania o nich. Globalizacja należała do nieznanych pojęć.

Prace ówczesnych politologów, ze względu na mniejszą dostępność druku były w znacznie mniejszym niż dzisiaj stopniu „doraźne”, pisane na gorąco. Powstające dobrych parę dziesięcioleci temu analizy polityczne dużo bardziej niż obecne zasługują na chlubne miano pisarstwa politycznego. Erudycja ich autorów może być wzorem dla wielu współczesnych ekspertów politycznych i publicystów.

I mapa polityczna Europy i świata była całkowicie inna, kiedy powstawały najbardziej znane prace Włodzimierza Bączkowskiego. Międzywojenna Polska próbowała utrwalić swą niedawno odzyskaną niepodległość, choć padały już na nią przybierające coraz groźniejsze kształty cienie sowieckiej Rosji i faszystowskich Niemiec. Trzecią część ludności II Rzeczypospolitej stanowiły mniejszości narodowe. Unormowanie stosunków z nimi było jednym z najważniejszych zadań polityki polskiej. Dotyczyło to zwłaszcza relacji z wielką mniejszością ukraińską.

Powersalska Europa nie wiedziała, że już niebawem czeka ją doświadczenie komunizmu na znacznie szerszą niż dotychczas skalę, że czekają ją zbrodnie faszystowskie, bezwzględna druga wojna światowa, z której wyłoni się w odmiennym kształcie politycznym, przedzielona wpół żelazną kurtyną, oddzielającą rozwijający się i integrujący Zachód, od poddanego komunistycznym wpływom Wschodu. W tej Europie nie było widoków na wolną Ukrainę, Białoruś, Litwę, na emancypację narodów w ramach Federacji Rosyjskiej.

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, iż zamieszczone w niniejszym wyborze prace są jedynie ciekawym świadectwem historii. Wiele bowiem z myśli rzuconych przed laty na papier, mimo meandrów historii ostatnich dekad, nie straciło na aktualności. Dlatego zdecydowaliśmy się przypomnieć publicystykę Włodzimierza Bączkowskiego. Podjęliśmy też to zadanie z innego powodu. Uznaliśmy, że warto przypomnieć nietuzinkową postać ich Autora, jednego z świadków dwudziestego wieku.

 

I

 

Włodzimierz Bączkowski urodził się 26 marca 1905 roku w rodzinie polskiego zesłańca[1]. Przyszedł na świat na jednej ze stacji kolejowych w okolicach Bajkału. Był jednym z sześciorga dzieci Zofii z Bernardów i Włodzimierza Bączkowskiego. Za udział w antycarskiej konspiracji Włodzimierz Bączkowski- ojciec został wyrzucony ze szkoły i wydalony z Królestwa bez prawa powrotu do kraju. Zawędrował w głąb azjatyckiej Rosji. Po licznych perturbacjach dotarł do Irkucka, gdzie otrzymał pracę w Zabajkalskiej Kolei Żelaznej. Dosłużył się stanowiska naczelnika warsztatu naprawy lokomotyw na stacji Borzia. Z tą miejscowością wiąże się dzieciństwo W. Bączkowskiego. W Borzii Bączkowscy otrzymali wygodne służbowe mieszkanie; uposażenie ojca pozwalało na dostatnie życie. W pamięci Włodzimierza Bączkowskiego zachowały się wspomnienia o dostatnich ucztach organizowanych w rodzinnym domu z okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy.

Z czasem ojciec Włodzimierz ze względu na swoje zainteresowania geologią, podjął inicjatywę założenia prywatnego Górniczo-Przemysłowego Towarzystwa Bączkowski i Co., zajmującego się poszukiwaniem na Syberii szlachetnych kamieni. Po 1917 roku działalność Towarzystwa praktycznie zamarła.

Wszystkie dzieci państwa Bączkowskich, siostry: Zofia[2] i Helena[3] oraz bracia: Feliks[4] i Czesław[5] i Maksymilian otrzymali solidne patriotyczne wychowanie. Włodzimierza rodzice postanowili umieścić w humanistycznym gimnazjum w Czycie, skąd po roku przenieśli go do gimnazjum realnego. Wiązało się to bezpośrednio z planami posłania młodego Włodka na naukę do Instytutu Górniczego w Tomsku. W przyszłości miał przejąć po ojcu interesy. Tymczasem jednak i na Zabajkale przyszła rewolucja. Borzia dwukrotnie dostawała się w ręce czerwonych, którzy przejściowo aresztowali Włodzimierza Bączkowskiego seniora.

W związku z wydarzeniami lat 1917-1921 Bączkowscy postanowili opuścić Zabajkale i udali się w kierunku chińskiej Mandżurii, gdzie dotarli w 1921 roku. Osiedli w chińskim Harbinie, zamieszkałym wówczas przez przedstawicieli wielu narodów i kultur. Ojciec Włodzimierza Bączkowskiego kontynuował pracę na kolei w małej mandżurskiej miejscowości Cycykar. Tymczasem młody Bączkowski pozostał w Czycie. Tam uczęszczał do gimnazjum. Dopiero po pewnym czasie, nie bez przygód, po półrocznym okresie przedostał się do rodziny, do Harbina. Dalszą naukę kontynuował już będąc w Mandżurii. Istniała tutaj możliwość prenumerowania polskiej prasy oraz ograniczone możliwości zakupu polskich książek. Harbińskie doświadczenie wywarło ważki wpływ na Bączkowskiego, jego szczególną uwagę zwracając na sprawy narodowościowe.

W mieszkaniu państwa Bączkowskich zgodnie wisiały obok siebie portrety Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Była też reprodukcja „Kazania Piotra Skargi” Jana Matejki. Po latach Bączkowski będzie podkreślał, że to właśnie owo matejkowskie wyobrażenie sejmu I Rzeczpospolitej, ukształtowało w nim przekonanie o odpowiedzialności samych Polaków za rozbiory państwa oraz pesymistyczną wizję historii Polski.

W Cyckarze mieszkały tylko cztery polskie rodziny; najbliższa polska kolonia była oddalona o ponad sto kilometrów. Do Bączkowskich dochodziły jedynie echa krajowych swarów politycznych. Naturalne było, iż spory, które kształtowały oblicze pierwszych lat niepodległości, wydawały im się na razie bardzo odległe. Jednak już niebawem stać się mieli ich bezpośrednimi uczestnikami.

Bączkowscy powrócili do Polski w 1925 roku. Przyjechali koleją z licznymi mandżurskimi repatriantami. Na sowiecko-polskiej granicy powitał ich zapamiętany na zawsze przez późniejszego redaktora „Biuletynu polsko-ukraińskiego” slogan: „Komunizm zburzy wszelkie granice”. Państwo Bączkowscy osiedli na Wołyniu w okolicach Pińska, Włodzimierz zaś wyruszył na naukę do Warszawy. Podjął studia na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego; studiował prawo, anglistykę i sinologię. Rychło stał się aktywnym uczestnikiem studenckiego życia społeczno-naukowego. Początkowo uczestniczył w działaniach Towarzystwa im. Piotra Skargi, nad którym pieczę miał jezuita, ks. Jan Pawelski. Bączkowski i jednocześnie zarabiał w Instytucie Wschodnim przygotowując przegląd prasy sowieckiej. Wśród inicjatyw, w które wówczas się zaangażował, warto wymienić powołanie Orientalistycznego Koła Młodych (1928 r.), „poświęconego sprawie przyjacielskiego zbliżenia i zapoznania się z narodami Bliskiego i Dalekiego Wschodu”[6]. Wysokie kwalifikacje merytoryczne i duża aktywność społeczna pozwoliły mu dostać etat (1930 r.) w Instytucie Wschodnim w Warszawie. To w Instytucie właśnie zetknął się z przedstawicielami emigracji wielu narodów uwięzionych w Sowietach,  zrzeszonych w Lidze Prometeuszowskiej.

 

II

 

W okresie międzywojennym Bączkowski należał do czołowych publicystów zajmujących się wschodnimi problemami Rzeczypospolitej. Zasłynął jako znawca stosunków polsko-ukraińskich i polityki rosyjskiej. Był również twórcą i redaktorem pism, które tej problematyce poświęcały swe łamy. Najbardziej znanym spośród nich był „Biuletyn Polsko – Ukraiński”, ukazujący się od 1932 do 1938 roku, początkowo jako miesięcznik, a od 17 czerwca 1933 roku jako tygodnik. „Biuletyn” związany był z Instytutem Wschodnim w Warszawie. Od stycznia 1939 roku w miejsce „Biuletynu Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” zaczął ukazywać się miesięcznik „Problemy Europy Wschodniej”, również z Bączkowskim jako redaktorem naczelnym.

Z Instytutem Wschodnim związany był także kwartalnik „Wschód-Orient”, którego pierwszy numer ujrzał światło dzienne w roku 1930. Według Jerzego Giedroycia pismo to powstało na zlecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, oficjalnie pozostając jednak organem prasowym Orientalistycznego Koła Młodych. Przygotowania periodyku podjął się Giedroyc[7]. Jego formalne zaangażowanie w wydawanie pisma ograniczyło się jednak do przygotowania  pierwszego numeru. Następcą Giedroycia na stanowisku redaktora naczelnego był do wybuchu wojny Bączkowski.

Teksty Bączkowskiego ukazywały się też w uważanym za pismo „nurtu młodopiłsudczykowskiego”[8] dwutygodniku „Myśl Polska” (1936-1939). Problematyka międzynarodowa i sprawy narodowościowe należały do wiodących tematów poruszanych na łamach czasopisma. Także tutaj Bączkowski zamieszczał artykuły poświęcone relacjom polsko-ukraińskim. Równocześnie zabierał głos na temat aktualnej sytuacji wewnętrznej Polski, przede wszystkim w kontekście wzrastającego napięcia na arenie międzynarodowej i płynących stąd wniosków dla kształtowania życia społeczno-politycznego w II RP.

Najwięcej jednak tekstów Włodzimierz Bączkowski ogłosił w „Biuletynie Polsko-Ukraińskim”[9] i z tym pismem najczęściej bywa kojarzony. Jak sam wspomina , „Biuletyn”:

„roztrząsał sprawy stosunków polsko-ukraińskich w państwie polskim, sporo miejsca udzielał polityce Moskwy na Ukrainie sowieckiej, walce z komunizmem i moskalofilami – Rusinami. Tematyka niepolityczna obejmowała literaturę, historię, sztukę, sprawy kościołów, kronikę bieżących wydarzeń w życiu ukraińskim, w stosunkach polsko-ukraińskich, itd.”[10]

Łamy pisma otwarte były dla polskich i ukraińskich autorów, również tych, którzy nie prezentowali poglądów zbliżonych do głównej linii, wyznaczanej przede wszystkim artykułami redaktora naczelnego. Wśród ogłaszających teksty w „Biuletynie” warto wymienić L.Wasilewskiego (którego postać wywarła szczególny wpływ na W. Bączkowskiego)[11], J.M.Łosia, S.Paprockiego, A. M. Bocheńskiego, P.Dunin-Borkowskiego, M.Handelsmana, ze strony polskiej i I.Kedrynia-Rudnickiego, W.Doroszenkę, B.Lepkiego i P.Szandruka ze strony ukraińskiej. Analizowali oni stan obecny i perspektywy stosunków polsko-ukraińskich. Zastanawiali się, jaki wpływ ma na nie ich historia. Próbowali zarysować program działań, które miałyby zlikwidować źródła konfliktów lub przynajmniej je zneutralizować. Nie był jednak „Biuletyn” wyłącznie pismem o charakterze politycznym, choć na jego łamach tematy polityczne budziły największe zainteresowanie. Redakcja pisma dbała o to, aby każdy numer zawierał solidną porcję materiałów na temat ukraińskiej historii i kultury. W stałych rubrykach odnotowywano najważniejsze wydarzenia z życia mniejszości ukraińskiej, a także omawiano sytuację obszarów sowieckiej Ukrainy i Ukraińców mieszkających na terytorium ZSRR. Był więc „Biuletyn” dla zainteresowanych problematyką ukraińską nieocenionym źródłem wiedzy i informacji.

Trudno przecenić zasługi „Biuletynu” dla pogłębiania refleksji na temat stosunków polsko – ukraińskich w epoce międzywojennej. Nie zmienia tej oceny podnoszona przez niektórych historyków kwestia powiązania „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” z Oddziałem II Sztabu Głównego, zwłaszcza z Ekspozyturą 2, odpowiedzialną za inspirowanie i koordynowanie akcji prometejskiej. Według Andrzeja Chojnowskiego, „wszystkie ważniejsze artykuły musiały być akceptowane przez Ekspozyturę, a gdy dotyczyły one spraw wewnętrznych także przez MSW”[12]. Tymczasem już od początku istnienia, działalność „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” budziła sprzeciwy, zwłaszcza w niektórych kręgach wojskowych[13]. Szczególnie niechętnie przyjmowano artykuły, poddające krytyce oficjalne poczynania rządu w zakresie stosunków polsko-ukraińskich. W 1937 roku, po opublikowaniu przez Bączkowskiego tekstu pt. „Idziemy ku nowej chmielnicczyźnie”, surowo oceniającego politykę narodowościową rządów Drugiej Rzeczypospolitej[14], Ekspozytura 2 została poinstruowana przez zwierzchnie instancje Sztabu Głównego, by na łamach BPU nie pojawiały się artykuły zawierające ataki na czynniki rządzące w Polsce. Wówczas też w komórkach Ministerstwa Spraw Wojskowych, odpowiedzialnych za politykę narodowościową poczęła dojrzewać myśl o likwidacji pisma.

Decyzję w tej sprawie podjęto pod koniec 1938 roku[15]. Chojnowski, choć wskazuje na formalne powiązania BPU z administracją rządową, nie stawia jednak tezy, iż pismo miało charakter urzędowy i było tubą propagandową sterowaną przez Oddział II[16]. Także Bączkowski przeczy jakoby treść artykułów była konsultowana z odpowiednimi agendami rządowymi. W opublikowanym w 1986 roku tekście napisał:

„Wysoki cel jakiemu służył prometeizm, wymagał, aby jego działaczy i wyznawców [a więc i redaktorów BPU oraz „Wschód-Orient” – JK, PK] chronić przed wyzyskiwaniem dla doraźnych celów wywiadu i dywersji. Między prometeizmem a wywiadem polskim istniał wyraźny podział. Usłyszeć można było skargi ze strony oficerów wywiadu, iż prometeizm pochłania dużo pieniędzy, które z większym pożytkiem możnaby użyć dla „konkretnych” zadań wywiadu. (…) Ten sam wysoki cel pracy polskich pism prometejskich (BPU, Wschód i inne) chronił je przed ingerencją cenzury i nacisków ze strony niższej administracji. Nie było takiego wypadku, aby redaktor BPU z teczką mających się ukazać artykułów zgłaszał się do E 2, do Wydziału Narodowościowego Min. Spraw Wewnętrznych lub do Wydziału Wschodniego MSZ i referował treść artykułów. Dane w dokumentacji krajowej, na które powołują się historycy reżimowi, uwagi iż treść artykułów musiała mieć aprobatę E 2 – nie miała zastosowania w praktyce” [17].

Redaktor BPU uzasadnia brak cenzury również tym, iż „opinie wypowiadane w BPU na tematy nie tylko zagadnienia Wielkiej Ukrainy, ale i stosunków polsko-ukraińskich w kraju, były podzielane przez ludzi, którzy z tytułu swych stanowisk służbowych mogli wywierać naciski na redakcję BPU”[18].

Analizując treść artykułów zawartych w BPU, podobnie jak i w „Wschód – Orient” oraz „Problemach Polityki Wschodniej” nie odnosi się wrażenia, aby pisma te były odgórnie sterowane: na ich łamach reprezentowana była szeroka paleta poglądów, często sprzecznych ze sobą. Jeżeli nawet istniała możliwość ingerencji cenzury, to liczne przykłady tekstów krytycznych wobec rządowych poczynań świadczą, iż albo z tego instrumentu nie korzystano, albo czyniono to w ograniczonym zakresie.

 

III

 

Bączkowski konsekwentnie wskazywał na zagrożenie, jakie Polsce grozi ze strony ZSRR. Jego zdaniem zajęcie Polski lub przynajmniej części jej terytoriów należy do kanonu niezmiennych celów rosyjskiej polityki, niezależnie, czy realizowano ją pod sztandarami Rosji carskiej czy Rosji sowieckiej. Rosja, jak podkreślał, kraj o kulturze politycznej znacznie bliższej tradycjom azjatyckim niż europejskim, stała się pod rządami komunistycznymi jeszcze bardziej zaborczym i złowrogim imperium.

Z pewnością jednak nie była monolitem. Tendencje odśrodkowe wśród narodów zamieszkujących ZSRR i samą Federację Rosyjską, zwykle przez Rosjan zniewolonych i jedynie siłą trzymanych w ryzach, z punktu widzenia interesów Polski były w opinii redaktora „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” procesami korzystnymi. Postulował więc aktywne ich wspieranie, stając się tym samym jednym z najzagorzalszych zwolenników polityki prometejskiej. Dla jej uzasadnienia potrafił przeprowadzić karkołomny zdawałoby się, publicystyczny wywód, wedle którego prometeizm cechujący plany i działania Józefa Piłsudskiego okazywał się kontynuacją dzieła Hannibala i Napoleona.

Bączkowski nigdy nie ukrywał swojej fascynacji osobą Marszałka, program prometejski uważał za kontynuację myśli Piłsudskiego. Uważał go za męża opatrznościowego polskiego państwa. Zdaniem Bączkowskiego, po śmierci Piłsudskiego nie było już w Polsce polityka, który z podobną intuicją, talentem i energią mógłby się podjąć rozwiązania „wschodnich” problemów Rzeczypospolitej. Nie znaczy to, iż odżegnywał się od  związków ze środowiskami piłsudczykowskimi. Pozostawał z nimi w kontakcie również po śmierci Józefa Piłsudskiego w 1935 roku. Zaangażował się m.in. w prace Zakonu Dobra i Honoru Polski, pozostającego pod protektoratem prezydenta Ignacego Mościckiego, w ramach którego istniało „Koło imienia Tadeusza Hołówki”, zajmujące się problematyką ukraińską i prometejską. W 1938 roku w uznaniu dla jego aktywności w życiu publicznym II Rzeczypospolitej Bączkowski został uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi. Nigdy jednak nie uchylał się od wygłaszania krytycznych sądów pod adresem polityki rządów sanacyjnych.

Przewidując rychłą eskalację konfliktu z Rosją, Bączkowski szczególne znaczenie przywiązywał do prób złagodzenia sporu polsko – ukraińskiego. Spór ten, w słusznym przekonaniu Redaktora, destabilizował wewnętrzną sytuację Rzeczypospolitej, osłabiał ją i zwiększał niebezpieczeństwo niepowodzenia w rywalizacji z Rosją. Bączkowski dowodził, iż próby siłowego rozwiązania sporu z Ukraińcami, nie przyniosą spodziewanych efektów. Był przeciwny planom prowadzenia akcji polonizacyjnej wśród Ukraińców. W jego opinii wzmogłaby ona jedynie ich antypolskie nastawienie, oddalając perspektywę rzeczywistego złagodzenia konfliktu. Uważał, iż państwo powinno subsydiować ukraińskie życie społeczne i kulturalne, o ile jest legalne i nie ma charakteru antyrządowego. Upatrywał w tym szans na umocnienie lojalności obywateli narodowości ukraińskiej. Opór wobec państwa miałby się okazać nieopłacalny. Wówczas ekstremiści, opierający swe wpływy w społeczności ukraińskiej na poczuciu zagrożenia ze strony Polaków i popularności hasła utworzenia niepodległej Ukrainy, straciliby poparcie większości, która miast miraży przyszłego dobrobytu, wolałaby namacalne korzyści płynące z egzystencji w zgodzie z Polakami.

Bączkowski nie lekceważył ukraińskich aspiracji niepodległościowych. Politykiem, który zdaniem Włodzimierza Bączkowskiego, miał szansę stać się „ukraińskim Piłsudskim” był Semen Petlura. Mimo fiaska zamierzeń atamana, redaktor BPU liczył, iż powstanie suwerennej Ukrainy będzie możliwe już w niedalekiej przyszłości. Byłoby ono w jego przekonaniu korzystne dla polskich interesów, gdyż osłabiałoby Rosję sowiecką i zarazem zmuszało ją do rezygnacji z realizacji lub przynajmniej odsunięcia w czasie antypolskich planów. Ideę niezawisłości Ukrainy Bączkowski aprobował i wspierał z jednym wszelako zasadniczym zastrzeżeniem: iż Ukraińcy wybiliby się na niepodległość wyłącznie kosztem terytoriów Rosji. Redaktor BPU choć należał do grona publicystów i polityków, których rodzimi oponenci okrzyknęli mianem ukrainofilów[19], nie był skłonny do jakichkolwiek ustępstw wobec Ukraińców, które oznaczałyby oddanie im części terytorium Polski lub choćby przyznanie autonomii w granicach Rzeczypospolitej[20]. Rozumiał oczywiście, iż dla zgłaszających niepodległościowe aspiracje Ukraińców stanowisko to mogłoby być trudne do zaakceptowania. Wobec tego wysuwał i eksponował argument o wspólnym zagrożeniu ze strony Rosji.

Ukraińcy są zbyt słabi, podkreślał, aby móc toczyć jednoczesny bój z Rosją i Polską. Imperialny charakter polityki rosyjskiej czynił ją dużo groźniejszą dla aspiracji narodowych Ukraińców od polityki polskiej, którą Bączkowski postulował oprzeć na tradycjach jagiellońskich. Współdziałanie polsko – ukraińskie miało zatem umożliwić obu narodom skuteczną walkę z Rosją. Spór o wschodnie Kresy Rzeczypospolitej był co prawda nieunikniony, ale chłodny rachunek możliwych zysków i strat winien przekonać antagonistów, iż nie może on stanąć na drodze wyzwaniu o znacznie donioślejszym znaczeniu – likwidacji zagrożenia ze strony Moskwy.

Bączkowski nie podzielał obaw, iż powstanie niepodległej Ukrainy zwiększy wpływy niemieckie w Europie środkowowschodniej. Dostrzegał możliwość współdziałania Niemców z Ukraińcami, ale przewidywał krótkotrwałość takiego aliansu. Niemiecki ekspansjonizm, jak sądził, skieruje się bowiem również na ziemie ukraińskie, a wówczas naturalnym sojusznikiem Ukrainy stanie się Rzeczpospolita.                       Bączkowski postulował więc prowadzenie aktywnej polityki na Wschodzie i wykorzystanie koniunktury na arenie międzynarodowej, która, jak sądził, sprzyjałaby Polsce w jej antyrosyjskich usiłowaniach. Zwycięstwo zaś nad Rosją, jego zdaniem, otworzyłoby drogę do skutecznego boju z Niemcami. Niezależny byt państwa polskiego nie byłby już zagrożony[21].

Redaktor „Biuletynu” w swych rozważaniach nie dawał odpowiedzi na pytanie, jak potoczyłyby się losy stosunków polsko-ukraińskich po osiągniętym wspólnymi siłami zwycięstwie nad Rosją i po uporaniu się z zagrożeniem niemieckim. Wszak wówczas zniknęłaby główna przesłanka współdziałania i oba państwa stanęłyby w obliczu nie rozwiązanego przecież sporu o obszary zamieszkane przez Ukraińców, a pozostające w granicach Polski. Bączkowski zdawał sobie sprawę, iż w takim razie miraże braterstwa między Polakami i Ukraińcami są jedynie fantazją niepoprawnych polono- i ukrainofilów. Ważył więc przede wszystkim racje polityczne, czasem nawet może nazbyt eksponując kategorię interesu politycznego jako ostatecznego i wystarczającego uzasadnienia dla podejmowanych przez państwo działań.

Pisma Bączkowskiego dotykające problematyki stosunków polsko-ukraińskich powstawały w konkretnych warunkach politycznych i jak to publicystyka podddane były jednak prawu pewnej „doraźności”. Stąd niektóre wyrażane przez niego sądy, czasami szokujące po kilkudziesięciu latach były elementem politycznej gry (co Bączkowski często podkreśla), zawierały w sobie pierwiastek doraźnej taktyki politycznej prowadzonej w ramach wewnętrznej polityki.

Zawsze jednak Bączkowski podkreślał, iż pomyślny rozwój relacji między narodami znacznie trudniej będzie osiągnąć, jeżeli we wzajemnym postrzeganiu dominować będą stereotypy, często wynikające ze zwykłej niewiedzy. I to może jest najważniejsza nauka płynąca dla nas z przedwojennych rozważań Bączkowskiego: aby wyrabiać sądy o Ukraińcach trzeba ich najpierw poznać, aby móc projektować politykę wobec Ukrainy, należy znać jej realia.

 

IV

 

Lato 1939 roku przyniosło dramatyczne zaostrzenie się sytuacji międzynarodowej. Zmobilizowany w sierpniu 1939 roku Bączkowski trafił do Oddziału II Naczelnego Wodza. Wkrótce opuścił Polskę. Do 1941 roku pozostawał w Rumunii (w Vatra Dornei). Pod dyktatorskimi rządami Karola II prowadziła ona już wówczas proniemiecką politykę. Sytuacja Rumunii pogorszyła się radykalnie w maju 1940 po kapitulacji Francji. Abdykacja Karola II na rzecz syna Michała przyniosła między innymi ścisły sojusz Rumunii z Hitlerem w czerwcu 1941 roku, którego architektem stał się gen Ion Antonescu.

Przebywając w Bukareszcie W. Bączkowski posługiwał się polskim paszportem dyplomatycznym. Redagował ukazujący się po polsku i po francusku biuletyn „Sprawy sowieckie”. Przygotowywane przez Bączkowskiego opracowania w znacznym stopniu opierały się na funduszach dostarczanych przez rumuński wywiad. W obliczu napadu rumuńskiej Żelaznej Gwardii oraz penetracji ze strony wywiadu niemieckiego, redakcja pisma przeniosła się do Stambułu (1941), gdzie policja turecka zaprowadziła członkom redakcji areszt domowy w hotelu. Po jego cofnięciu redaktorzy przenieśli się na południowe wybrzeże Anatolii do Mersyny. Tam na kilka tygodni zostali odcięci od świata. Dzięki pomocy Anglików, grupa polskich oficerów Dwójki przedostała się do Hajfy i do Palestyny. Kolejne lata wojny Bączkowski spędził na Bliskim Wschodzie, pracując w Ekspozyturze Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza. Praca polegała na opracowywaniu szczegółowych opracowań dotyczących m. in. Kaukazu, Armenii, Azerbejdżanu i Kurdów. Z Ekspozytury Oddziału II został zwolniony w okresie przygotowywania przez Władysława Sikorskiego podróży do Moskwy. Wówczas to bowiem z II Sztabu usuwano osoby, które miały opinię zaciętych wrogów Rosji lub prometejczyków.

  1. Bączkowski pracował też w Centrum Informacji na Bliskim Wschodzie, a następnie w Akcji Kontynentalnej (OSS). Zajmował się przygotowywaniem raportów dotyczących sytuacji w ZSRR i szerzej, na Wschodzie. Szczególne uznanie zyskał za przygotowanie w latach 1942-1943 raportu o sytuacji w ZSRR w latach 1939-1942. Ten okres pracy łączy się z częstymi wyjazdami wgłąb Turcji, do Bagdadu i Teheranu.

W  1945 roku ukazała się broszura Włodzimierza Bączkowskiego „U źródeł polskiej idei federacyjnej” w której autor powrócił do historii Polski z okresu jagiellońskiego. Broszurę tę nie sposób odczytywać inaczej, jak głos Bączkowskiego w sprawie programu narodowościowego przyszłej niepodległej Polski. Pisał w jej podsumowaniu:

„Jeśli chcemy żyć w niepodległym i mocnym państwie nie narażonym na ustawiczne niebezpieczeństwo rozbiorów, musimy je oprzeć na opoce federacji, prawdziwej i szczerze spojonej na zasadach, jakie nam sugeruje doba jagiellońska, bogata nie tylko w prztyk lady i wzorce dodatnie i zwycięskie, ale dostatnio wyposażona i w doświadczenia ujemne i smutne[22].

W 1946 roku w Jerozolimie ukazała się najbardziej bodaj znana praca Włodzimierza Bączkowskiego „Rosja wczoraj i dziś”. Pokazywała ona system bolszewicki jako konsekwencję tradycji rosyjskiej myśli i wyborów politycznych, jako sumę jej doświadczeń. Istotny akcent położył Bączkowski na rolę Cerkwi w ukształtowaniu się rosyjskiej kultury politycznej i skutków tegoż dla samej Cerkwi. Szczegółowo omawiał sowiecką politykę narodowościową. W drugiej części pracy poddał głębokiej analizie podstawowe cechy rosyjskiej/sowieckiej polityki zagranicznej. Za takie uznał: nieustanne dążenie do zaborów i poszerzenia granic, niewiarę w obiektywną wartość pokoju w stosunkach międzynarodowych, rozmach polityki zagranicznej „wypływający z maksymalizmu rosyjskich prądów ideowych”[23] oraz nadużywanie zasad etycznych.

Wskutek tak prowadzonej analizy rosyjskiej polityki zagranicznej konstatował:

„Należy więc przypuszczać, że według wszelkiego prawdopodobieństwa atak na kolonie azjatyckie a w dalszej kolejności afrykańskie, jest głównym i podstawowym celem sowieckiej polityki ofensywnej”[24].

„Rosja wczoraj i dziś” w kołach sowietologicznych na Zachodzie powszechnie uważana była za jedno z najważniejszych studiów o Sowietach. Została przetłumaczona m.in. na języki angielski, turecki, arabski, jej skrócona edycja ukazała się Indiach. W latach 1947- 1950 służyła jako podręcznik w prestiżowym National War Coll. w Waszyngtonie[25]. Z ciekawością była czytana przez wszystkich, których zajmowały sprawy polityki wschodniej. Do angielskiego wydania szereg uwag zgłosił Adam Pragier. Mimo, że generalnie pracę ocenił bardzo pozytywnie, pisał: „Uważam, że do wydania angielskiego książka musiałaby być bardzo starannie zrewidowana i niejako przeremontowana. (…) Wszystko to, co tu piszę w niczem nie umniejsza dużej wartości Pana książki”[26].

Po wojnie Bączkowski znalazł się w gronie inicjatorów powołania Instytutu Bliskiego i Środkowego Wschodu „Reduta” w Jerozolimie[27], gdzie współpracował z prof. S. Swianiewiczem. Bączkowski był sekretarzem generalnym „Reduty”. Podjął się redagowania biuletynu „Sprawy Bliskiego i Środkowego Wschodu”. Kontynuował pracę nad jego wydawaniem również po przeniesieniu się do Libanu, gdzie znalazł się wskutek konfliktu arabsko-żydowskiego. W tym też czasie pełnił obowiązki honorowego attache kulturalnego poselstwa RP w Bejrucie, którym kierował wówczas Zygmunt Zawadowski.

W 1955 roku Bączkowski osiadł w Stanach Zjednoczonych. Jednym z powodów zaproszenia Bączkowskiego na Nowy Kontynent, były jego dokonania w dziedzinie studiów rosyjskich, szczególnie zaś książka „Rosja wczoraj i dziś”. Amerykanie zapewnili polskiemu dyplomacie bezpłatną podróż do Stanów, dobrze płatną pracę oraz mieszkanie. Bączkowski pracował w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie. W 1971 roku przeszedł na emeryturę.

 

V

 

Bączkowski nie jest politologiem, jakich znamy ze współczesnych uniwersytetów. Jego zainteresowania są wszechstronne. Większość powojennych prac Bączkowskiego daleko wykracza poza zwykłe ramy politycznych i politologicznych spekulacji. Proponował interpretacje sytuacji w Sowietach przez szeroki pryzmat zjawisk z zakresu kultury i historii bliskiego i dalekiego Wschodu. W 1946 roku podkreślał: „Rosja z czasem stworzyła swój własny styl, wyróżniający ja pod pewnymi względami zarówno od Azji jak i od Europy zachodniej. Podstawowa cecha kultury rosyjskiej jest jej heterogeniczność (niejednolitość, a raczej niejednorodność). Kultura rosyjska z jednaj strony jest europejska „w swej formie” i azjatycka „w treści”, z drugiej zaś – na całość jej złożyły się różnorodne wpływy kultur: chińskiej, mongolskiej, irańskiej i inne, jak również kulturalne elementy ludów Eurazji, stopionych na wpół sztuczną całość przez paruwiekowy proces asymilacyjny państwowości rosyjskiej”[28]. Innym razem pisał o cywilizacji do M. Sokolnickiego: „cechy tej [rosyjskiej] cywilizacji to: możność i zdolność porozumienia się z Azją. Niezdolność do strukturalnego dogadania się z Zachodem”[29].

Najważniejszym jednakże rysem interpretacji sytuacji w Rosji było i jest dla Włodzimierza Bączkowskiego przekonanie o niezmienności polityki rosyjskiej na przestrzeni dziejów. W 1957 roku, w  liście do Michała Sokolnickiego pisał: „rewolucja rosyjska idzie w znacznym stopniu po linii konserwatywnej. Linia nawrotu ku dawnej Moskwie i ku (…) Azji głęboko tkwi w komunizmie. Stąd łączność między Rosją Mikołaja I i obecną. W tym cement trwałości i siły”[30]. Wskazywał na  głębokie, jego zdaniem, zakorzenienie systemu sowieckiego w rosyjskiej tradycji. Pisał w 1968 roku: „więź duchowa łączy Sowiety nie z Rosją sprzed r. 1917, ale głównie z Rusią Wasylów i Iwanów, twórców ustroju powszechnej pańszczyzny i skrajnego absolutyzmu. Natomiast z zakorzenionymi w okresie petersburskim pierwiastkami  zachodniej „burżuazyjnej” kultury Sowiety prowadzą systematyczną walkę”[31].

Każdy tekst Bączkowskiego podbudowany jest szczegółową analizą materiału źródłowego nie gardzącą nawet specjalistycznymi studiami lingwistycznymi, których ślady znajdujemy na przykład w przywoływanej już bogatej korespondencji z Sokolnickim[32]. Biblioteka W. Bączkowskiego to także prace z zakresu patrystyki, filozofii, kulturoznawstwa. Szeroko zakrojone zainteresowania autora sprzyjały pracy nad autorską wizją rozwoju cywilizacji na Zachodzie. Stosunkowo częste uwagi na ten temat znajdujemy w listach.

Niebawem po przybyciu do Ameryki, W. Bączkowski zauważył: „Ameryka (…) jest to do pewnego stopnia jeszcze dotychczas olbrzymia parafia kierowana przez ludzi z zapleczem sekciarskim. (…) Niestabilność i słabość sił moralnych Ameryki, o których wzmiankuje Pan Ambasador nie są szczególną cechą Stanów Zjednoczonych. (…) Cały bowiem Zachód a więc i Ameryka są w pewnym sensie niezdolne do należnego i szybkiego oporu wobec młodego barbarzyńskiego naporu nowego społeczeństwa in statu nascendi. Każde nowe społeczeństwo jest barbarzyńskie, ofensywne i w pewnych granicach zwycięskie”[33].

Tematyka związana z oceną stanu rozwoju cywilizacji na Zachodzie jest szeroko obecna w niepublikowanej pracy z przełomu siedemdziesiątych i osiemdziesiątych lat: „Postępujący rozkład, czy bolesne odradzanie się. Rozważania o cywilizacji zachodniej i Kościele”. Podjął w niej autor szczegółową analizę zmian we współczesnym Kościele na tle jego historii. Szeroko przeanalizował jej społeczne, filozoficzne a także polityczne uwarunkowania. Zabrał głos miedzy innymi na temat wschodniej polityki Watykanu: „Dwa momenty utrudniają dla laika zrozumienie metod „polityki wschodniej Watykanu”: połączenie nieuchwytnej przezorności z łagodnością chrześcijańską. W myśl nakazu Chrystusa danego Apostołom wysyłanym w świat z „dyplomatyczną misją” zjednania go dla Ewangelii: Oto posyłam was jako owce między wilki: bądźcie więc przezorni jako węże, a prości jako gołębice”[34].

 

VI

 

Piąta Ulica w Waszyngtonie zabudowana jest skromnymi domami w angielskim stylu. Mieszkanie Włodzimierza Bączkowskiego to kawałek świata przedwojennego polskiego inteligenta. Sterty pracowitych zapisków, pamiątki z podróży, półki pełne zakurzonych ksiąg w wielu językach Wschodu, notatki, notatki, notatki. Szacunek dla pisanego słowa, liczne wersje poprawianych artykułów przygotowywanych do druku. Zresztą w porównaniu do okresu przedwojennego, po wojnie było ich już raczej niewiele. Codzienna szczegółowa lektura prasy, poznawanie aktualności wydawniczych, ciągle zabiera Panu Włodzimierzowi sporo czasu i energii.

W długich rozmowach powracamy do starych czasów, ożywają bohaterowie II Rzeczpospolitej, z których już tylko nieliczni żyją. Kontakty urwały się dosyć dawno, choć zachowana korespondencja przypomina o starych przyjaciołach.  Wspomnienia rwą się i przeplatają z historią Polski ostatnich dziesięcioleci. Bączkowski krótko żył w wolnym kraju. Kiedy wrócił z Syberii, młoda niepodległość miała już pięć lat. Wyjechał z Polski czternaście lat później i wrócił nad Wisłę dopiero w dziewięćdziesiątych latach. Większość życia czekał na niepodległą Polskę, po 1945 roku nie miał złudzeń co do natury komunizmu panującego w naszym kraju. Kiedy na fali popaździernikowej odwilży wszyscy zachwycali się Gomułką, Bączkowski zachowywał daleko idący umiar w entuzjazmie. Pisał w liście: „Zdaje się, że jedynie, na co liczą [ludzie w Polsce] to reformy w komunizmie, to sui generis „leninizacja” stalinizmu, racjonalizacja ustroju, wszystko zaś inne to nierealne aż do chwili pełnej katastrofy całego komunizmu w jego właściwym rosyjskim ośrodku.”[35]. Po kilku miesiącach dodawał: „Artykuł Gomułki w „Kommunist” z maja 1957r. (No 7) potwierdza raczej słuszność opinii Ciołkosza, iż Gomułka to „ostatnia szansa komunizmu w Polsce”.[36]

Na emigracji trzymał się raczej z dala od polskich skupisk i choć zachował szereg prywatnych kontaktów, nie włączył się aktywnie do życia polskich organizacji w Ameryce. Często oceniał je krytycznie. W 1964 roku zanotował: „To byłby temat „Państwo Dulscy w Washingtonie”. Tutejsza kolonia polska dostarczyłaby kilka wspaniałych okazów do tematu. Z jednaj strony stolica świata jeśli chodzi o wpływy na jego losy (…) a w środku tego kompleksu kilka rodzin [polskich] zajętych zabawami, tęsknota za zachwianą legendą Gomółki, za polską wódką i szynką i atmosfera brydżowej beztroski dawnych lat”[37].

 

VII

 

O Włodzimierzu Bączkowskim napisano dotąd niewiele[38]. Jego nazwisko i cząstkowe omówienia poglądów pojawiają się oczywiście przy okazji analizowania polityki narodowościowej II Rzeczypospolitej[39] i analiz zagadnienia akcji prometejskiej[40]. Kilka lat temu postać Bączkowskiego wskazał Jerzy Giedroyc. Przypomniał, iż Bączkowski był prekursorem przyjaźni polsko-ukraińskiej, zaś bez redagowanego przez niego „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” i wychowanego dzięki niemu grona osób realizacja obecnej normalizacji stosunków byłaby niewątpliwie utrudniona[41]. Dodał też dalej: „[Bączkowski] może z dumą stwierdzić, że jego praca nie poszła na marne. Że jego idea jest realizowana, jeszcze kulawo, czy nawet karykaturalnie, ale jest realizowana”[42].

Dorobek W. Bączkowskiego jest bardzo bogaty. Trudno zatem dokonać wyboru kilkunastu pism do niewielkiej książeczki. Zawsze w przypadku, kiedy z kilkuset artykułów, książek, recenzji wybieramy kilkanaście, istnieje ryzyko narażenia się na zarzut niereprezentatywności. Nie chcieliśmy ograniczyć się jedynie do jednego nurtu jego rozważań, np. do sprawy ukraińskiej, choć z nią głównie się przecież kojarzy W. Bączkowskiego.

Czy można jednak pominąć chociażby „syberyjskie” teksty Włodzimierza Bączkowskiego, skoro to właśnie Syberia do dzisiaj fascynuje wielu Polaków, a myśl o niej jest tak mocno obecna w polskiej kulturze? Na przykład artykuł „Syberia czeka na swojego Waszyngtona” jest napisany jakby przez współczesnego Polaka, który dopiero, co wrócił zza Uralu. Nie sposób również nie odnotować  zainteresowań Bączkowskiego Bliskim i Dalekim Wschodem, Azją Środkową i Kaukazem. Bez zapoznania się z tymi tekstami współczesny czytelnik miałby dalece niepełną informację o Autorze, którego zamierzamy przypomnieć.

 

VIII

 

Staraliśmy się w jak najmniejszym stopniu ingerować w stylistykę publicystyki Włodzimierza Bączkowskiego, przypisy stosowaliśmy oszczędnie, jednak wszędzie tam, gdzie wydawały się konieczne ze względu na zrozumienie tekstu przez współczesnego czytelnika. Po dłuższych wahaniach wyszliśmy z założenia, że także zachowanie oryginalnej formy, często mających już kilkadziesiąt lat artykułów pomoże w zrozumieniu ducha epoki, przybliży do sporów toczonych przed kilkudziesięciu laty. Dlatego jedynie w wyjątkowych wypadkach dokonywaliśmy drobnych retuszy redaktorskich. Pozostaje zachęcić do lektury.

 

Za pomoc w przygotowaniu wyboru dziękujemy przede wszystkim Panu Włodzimierzowi Bączkowskiemu, który współpracował z nami pomimo choroby. Rozmowy z nim przeprowadzone w 1999 roku w Waszyngtonie miały wielki wpływ na kształt tego wyboru, a materiały udostępnione przez niego pomogły nam napisać wstęp. Dziękujemy Mu również za dokładne przejrzenie wstępu i cenne uwagi. Dziękujemy za wsparcie Pani Dorocie Majewskiej i Panu Markowi Michalewskiemu, których, rada i pomoc przy pisaniu książki oraz gościna za Oceanem były istotnym wsparciem w jej powstawaniu. Za pomoc w redakcji tekstów oraz opatrzeniu ich przypisami jesteśmy wdzięczni naszym przyjaciołom: Annie Gabryś i Witoldowi Tomaszkowi.

Za wsparcie publikacji dziękujemy również Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Towarzystwu Opieki nad Archiwum Instytutu Literackiego w Paryżu.

 

Kraków-Warszawa-Waszyngton, lipiec 2000 r.

[1] Przy pisaniu życiorysu W. B.. wykorzystaliśmy  materiały informacje W. Bączkowskiego przekazane Pawłowi Kowalowi podczas pobytu w Waszyngtonie w kwietniu i sierpniu 1999 roku, materiały źródłowe udostępnione przez W. B. oraz dane z artykułu Janusza Ciska, zamieszczonego w piśmie „Eurazja”, 1/1997, s.90-91.

[2] Zofia Bączkowska, ur. w 1918 roku, w czasie II wojny światowej zaangażowana w działalność ruchu oporu. W sklepiku w którym pracowała w Warszawie mieścił się punkt kontaktowy AK. Aresztowana przez Niemców, więziona na Pawiaku, potem w Oświęcimiu (nr obozowy 53.850), gdzie prawdopodobnie zmarła.

[3] Helena Pluta z Bączkowskich, ps. Kruszynka, ur. w 1921 roku, aktywnie uczestniczyła w ruchu oporu m. in. jako instruktorka na podziemnych kursach posługiwania się bronią; w czasie wojny działała m. in. w Skierniewicach i Łowiczu. Mieszka w Warszawie.

[4] Feliks Bączkowski, ur. 1910, pracowałw Ekspozyturze 2 Oddziału II sztabu Głównego, aktywny w konspiracji antyhitlerowskiej w Warszawie, w Armii Krajowej (ps. Zbyszek), wedle tradycji rodzinnej podkomendny ppłk. Jana Mazurkiewicza, zginął w czasie Powstania Warszawskiego.

[5] Czesław Bączkowski, ur. 1919 (?), pracownik odddziału II Sztabu Głównego, w 1939 ewakuował się do Vatra Dornei w Rumunii, następnie przedostał się do paryża, współpracował z gen. Sosnkowskim, prawdopodobnie przerzucony do kraju, jeszcze w czasie wojny uznany za zaginionego.

[6] Włodzimierz Bączkowski, Karta z historii stosunków polsko-ukraińskich, w: „Niepodległość”, tom XIX/1986

[7] Jerzy Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, Warszawa 1996, s.44-45

[8] por. Janusz Cisek, Włodzimierz Bączkowski, „Eurazja” 1/1997, s.90

[9] Część tekstów Bączkowskiego opublikowanych uprzednio w omówionych tu pokrótce pismach, zostało wydanych w trzech zbiorach książkowych „U źródeł upadku i wielkości” (1935), „Grunwald czy Pilawce” (1938), „W obliczu wydarzeń” (1939).

[10] Włodzimierz Bączkowski, Karta z historii stosunków polsko-ukraińskich, w: „Niepodległość”, tom XIX/1986

[11] B. Stoczewska, Litwa, Białoruś, Ukraina w myśli politycznej Leona Wasilewskiego, Kraków 1998, s. 8.

[12] Andrzej Chojnowski, Koncepcje polityki narodowościowej, str. 193

[13] Andrzej Chojnowski, Koncepcje polityki narodowościowej, str. 232

[14] Włodzimierz Bączkowski, Idziemy ku nowej chmielnicczyźnie, BPU 30/1937

[15] Andrzej Chojnowski, Koncepcje polityki narodowościowej, str. 233

[16] Andrzej Chojnowski, Koncepcje polityki narodowościowej, str. 193

[17] Włodzimierz Bączkowski, Karta z historii stosunków polsko-ukraińskich, w: „Niepodległość”, tom XIX/1986

[18] Andrzej Chojnowski, Koncepcje polityki narodowościowej, str. 193

[19] do grona „ukrainofilów” zaliczano także m.in. Tadeusza Hołówkę, Leona Wasilewskiego, Henryka Józefskiego, Adolfa Bocheńskiego, Piotra Dunin-Borkowskiego. Określenie to miało znaczenie głównie polityczne. Wymienieni politycy i publicyści w sądach o kwestii ukraińskiej różnili się co prawda znacznie od endeckich oponentów, m.in. popierali ideę powstania niepodległej Ukrainy, przeciwstawiali się planom polonizacyjnym itp., ale rozpatrywali ją zawsze przez pryzmat polskiej racji stanu. Nie był to zatem ukrainofilizm w potocznym tego słowa znaczeniu, czemu dał wyraz Bączkowski w tekście „Nie jesteśmy ukrainofilami”, BPU 1935 nr 3; por. także B. Stoczewska, Litwa, Białorus, Ukraina w myśli politycznej Leona Wasilewskiego, op. cit., ss. 323-330.

[20] Notabene nie przeszkodziło mu tu snuć rozważań o politycznym błędzie, jakim był jego zdaniem brak zgody na utworzenie Rzeczypospolitej Trojga Narodów w XVII wieku.

[21] Szersza prezentacja przedwojennych rozważań Bączkowskiego zawarta jest w tekście J.Kloczkowskiego „Jak rozwiązać spór polsko-ukraiński? Publicystyka Włodzimierza Bączkowskiego z lat trzydziestych”, w: Narody i historia, praca zbiorowa pod redakcją Arkadego Rzegockiego, Kraków 2000, s. 207 – 238.

[22] W. Baczkowski, U źródel polskiej idei federacyjnej, Jerozolima 1945, s. 32.

[23] W. Bączkowski, Rosja wczoraj i dziś, Jerozolima 1946, s. 171

[24] W. Baczkowski, Rosja wczoraj i dzić, Jerozolima 1946, s. 244.

[25] Por.: „Eurazja”, 1/1997, s.111

[26] A.Pragier, List do W. Baczkowskiego, Londyn 29 maja 1946.

[27] Rafał Habielski, Życie społeczne i kulturalne emigracji, Warszawa 1999, s.99-100

[28] W. Bączkowski, Rosja wczoraj i dziś, Jerozolima 1946, s. IX.

[29] W. Bączkowski, List do M. Sokolnickiego, 23 listopada 1956 r.

[30] W. Bączkowski, List do M. Sokolnickiego, 31 kwietnia 1957 r.

[31] W. Bączkowski, Plus ça change…Uwagi o ewolucji ustroju w Rosji sowieckiej, Wiadomości, 1 grudnia 1968 r.

[32] Por.: M. Sokolnicki, List do W. Bączkowskiego, Ankara, luty 1952 (kopia w zbirach P. K.).

[33] W. Bączkowski, List do M. Sokolnickiego, 19 stycznia 1956 r.

[34] W. Bączkowski, „Postępujący rozkład, czy bolesne odradzanie się. Rozważania o cywiliacji zachodniej i Kościele, mps, s. 55 (kopia w zbiorach P.K.)

[35] W. Bączkowski, List do M. Sokolnickiego, [Waszyngton], 23 kwietnia 1957 (kopia w zbiorach P. K.).

[36] W. Baczkowski, List do M. Sokolnickiego, Waszyngton, 30 sierpnia 1957 r. (kopia w zbiorach P.K.).

[37] W. Bączkowski, notatki do korespondencji z 25 marca 1964 r. (w zbiorach P.K.)

[38] Jedną z pierwszych po 1989 roku prób przypomnienia osoby Bączkowskiego było zamieszczenie w piśmie „Eurazja” jego trzech tekstów, życiorysu pióra Janusza Ciska, bibliografii pism powstałych po 1945 i komentarza Jerzego Giedroycia, „Eurazja” 1/1997

[39] Por.: Andrzej Chojnowski, Koncepcje polityki narodowościowej rządów polskich w latach 1921-1939, Wrocław 1979; Waldemar Paruch, Od konsolidacji państwowej do konsolidacji narodowej. Mniejszości narodowe w myśli politycznej obozu piłsudczykowskiego (1926-1939), Lublin 1997

[40] Sergiusz Mikulicz, Prometeizm w polityce II Rzeczpospolitej, Warszawa 1971

[41] „Eurazja”, 1/1997, s.89

[42] „Eurazja”, 1/1997, s.89

Menu