wiz

Autorka okładki: Jagoda Pecela

Wkrótce nakładem naszego wydawnictwa ukażą się wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė (1927-1987) „Litwini nad Morzem Łaptiewów”,  świadectwo jednego z najbardziej traumatycznych doświadczeń narodu litewskiego w XX wieku. Z tego powodu wspomnienia z zesłania do syberyjskiej Jakucji stały się na Litwie tekstem niemal kanonicznym. Książkę na polski przełożył Kamil Pecela, a przedsięwzięcie wsparł Litewski Instytut Kultury.

Fragment książki:

Wieczory bywały tu widowiskowe. Po zmroku zapalały się ogni­ska. Mieszkaliśmy w lesie, znosiliśmy gałęzie i paliliśmy ogniska niemal do świtu. Zasiadali przy nich wszyscy – młodzież i starsi. Na olbrzymiej przestrzeni połyskują punkty ognisk, tysiące Litwinów śpiewają. W tej chwili zapominają o swoich nieszczęściach. Cały las, zdaje się, drży od potężnych pieśni. Pierwszą był zazwyczaj hymn zesłańców „Leiskit į tėvynę”. Nie jestem ani muzykalna, ani wrażliwa, ale ta pieśń niezwykle mnie poruszała. Zapewne nigdy żaden chór, żadna muzyka i żadne pieśni nie zabrzmią piękniej dla kogoś, kto w lasach nad brzegiem Angary słyszał śpiew litewskich zesłańców. Zaczynało się od jednego ogniska, pieśń natychmiast podchwyty­wali inni, potem następni, coraz dalej – i ogromny las wypełniał się rzewnymi, smutnymi, melodyjnymi pieśniami litewskimi. Można było odnieść wrażenie, że się jest na wymarzonej przez wszystkich Litwie, i słone łzy zwilżały twarze. Pieśń nas jednoczyła, wzmacnia­ła, niejako mówiła, że jeszcze wiele trzeba będzie znieść, ale dzieci Litwy wytrzymają. Pieśń choć na chwilę przybliżała nas do Litwy, ożywiała nadzieję na powrót. Nie wiem jak inni, ale ja często, spo­glądając na zgromadzonych przy śpiewaniu zesłańców, myślałam: ilu z was nigdy nie zobaczy ojczyzny… Tkwiło we mnie jakieś niedobre przeczucie, jakbym widziała nad głowami cienie śmierci. Może to dziecięce rozumowanie, ale się potwierdziło. Dziwne tylko, że ani razu nie naszła mnie myśl o własnej śmierci. Naiwnie wierzyłam, że cokolwiek się stanie, przeżyję wszystko, koniec kropka. Już w tam­te dni w moim formującym się jeszcze charakterze zaczęły dojrzewać jakieś zawziętość, upór, chęć walki z rzeczywistością, walki i zwycię­stwa. Z tego właśnie powodu byłam pewna, że przeżyję.

Menu